Jednym z typowych ludowych opowiadań,
znanych z różnych regionów Polski, jest legenda o zatopionych
kościołach, które się nagle zapadły w świeżo powstałe
jezioro, oraz bijących jeszcze nocami ich dzwonach. Podobno
przynajmniej niektórzy czasem je słyszą... Takie podania istnieją
między innymi na Pomorzu i północnym Mazowszu, gdzie mieszkała
moja rodzina, i ojciec mój, który jest inżynierem, ma hipotezę,
że na piaszczystych terenach coś takiego faktycznie mogło się
zdarzać, jeśli przypadkiem posadawiano fundamenty tuż nad kurzawką. Ale w Holandii, we Fryzji, kościoły
zapadłe nagle w jezioro to nie legendy, lecz rzeczywistość.
Rybacy żyjący w pobliżu Stavoren nad jeziorem Ijselmeer jeszcze
niedawno opowiadali, że zdarzało im się słyszeć ich bicie.
Dzwonów świętego Odolfa...
Źródła: kenteringen.nl, awn-archeologie.nl, kloosterhemelum.nl, Wikipedia
![]() |
Święty Odolf. Źródło: kenteringen.nl |
Opowieść, w jaki sposób dzwony
znalazły się w jeziorze, ma różne warianty. Ja natrafiłam na
dwa. Jeden z nich mówi, że pewnego dnia mnisi z klasztoru św.
Odolfa pragnący zabić w dzwony odkryli, że ich nie ma – w rękach
zostały im wolne liny. Wkrótce z przerażeniem usłyszeli od
mieszkańców, że widzieli je latające na niebie. Dwa diabły
bawiły się nimi jak piłką. W końcu jednak skłócone wrzuciły
je do jezior: jeden do Fluessen, drugi do Morra. Kiedy opat doszedł
do siebie, uświadomił sobie, że przy niedawnych przenosinach
klasztoru w nowe, wyżej położone i nie zagrożone powodziami
miejsce, z pośpiechu zapomniał je poświęcić. Dlatego diabły
uznały je za własne...
Druga
wersja, pochodząca z zbioru baśni fryzyjskich opracowanego przez
pisarza Theuna de Vriesa, jest bogatsza,
mówi o mnichu Egbercie, który dociera do biskupa Balderyka w
Utrechcie z informacją przekazaną mu przez umierającego opata:
istniejący od stu lat klasztor wciąż ma nie poświęcone dzwony i
mogą one wpaść w ręce Złego. Opat, już szósty ukrywający tę
tajemnicę, prosi biskupa o poświęcenie dzwonów. Ale biskup odpowiada,
że one już należą do diabła. W tym momencie powstaje straszna
burza, diabeł porywa dzwony, i dalej historia brzmi podobnie, poza
tym, że występuje cała rodzina kłócących się diabłów,
czarownice i nietoperze... Potem klasztor zostaje zdobyty, wszyscy giną i
biskup poleca w okolicznych parafiach odprawić msze za zmarłych,
żeby zdjąć zły czar... Tak wygląda różnica między
oryginalnymi podaniami a ich literackimi opracowaniami ;)
![]() |
Holandia w czasach św. Odolfa (ok. 800). Jezioro nosiło nazwę Almere. Źródło: Wikimedia Commons/RACM & TNO. Developed for the National Archeology Research Agenda www.noaa.nl |
Bo klasztor istniał naprawdę i jest
dziś przykryty falami Ijselmeer. Stał w niewielkiej odległości
od miasteczka Stavoren, które później, jak nasze Maniowy, również musiało zostać przeniesione na nowe miejsce. Dzisiaj leży na samym brzegu
Ijselmeer, podobno około półtora kilometra od starej lokalizacji.
Według świadectw w XVII wieku pozostałości zabudowań klasztornych
były jeszcze widoczne w wodzie. Dzisiaj już nie są. Archeolodzy
kilkakrotnie szukali ich różnymi sonarami, ale nie udało im się
odnaleźć. Zapewne zostały rozmyte lub przykrył je muł. Ale w
pobliżu nie raz znajdowano fragmenty kamiennych, średniowiecznych
sarkofagów... O tym wszystkim można przeczytać w raporcie z badań,
który jest dostępny w internecie.
Jak to się stało, że stary klasztor
i pierwsze miasteczko znalazły się w falach jeziora? Tereny te były
cyklicznie nawiedzane przez straszliwe sztormy jesienno-zimowe,
wtłaczające wodę z Morza Północnego na ląd, który stopniowo
zabierało. My znamy to zjawisko ze słynnego Trzęsacza na Pomorzu.
Pierwsza znana katastrofalna powódź nastąpiła w uroczystość
Wszystkich Świętych (1 listopada) 1170 r., a po niej były kolejne.
Ostateczne rozmycie lądu i powstanie wielkiej zatoki Zuiderzee
(dzisiaj Ijselmeer) nastąpiło w latach 80. XIII wieku (pisaliśmy o
tym w tekście „Nieszczęśliwa święta Łucja”). Natomiast
klasztor ze Stavoren został ostatecznie przeniesiony do leżącego w
głębi lądu Hemelum w 1495 r. W istocie rzeczy leży ono właśnie koło jezior Fluessen i Morra :) Czyżby to wtedy diabły bawiły się
dzwonami? Ten klasztor istniał do rewolucji protestanckiej, kiedy oczywiście
został zrównany z ziemią. Przetrwała kaplica, używana przez
protestantów jako kościół.
![]() |
Czarka św. Odolfa. Źródło: Wikimedia Commons/Museum Catharijneconvent |
Pozostaje wyjaśnić, kim był święty
Odolf – bo on również istniał naprawdę, a co więcej, jest
patronem dzisiejszego dnia i stąd tekst. Żył kilka
pokoleń po świętym Willibrordzie i przyjechał na te tereny, by
nawracać upartych Fryzów, którzy mimo kilku fal chrystianizacji
ponownie popadli w pogaństwo :) Urodził się ok. 755 r. w Best koło
Eindhoven, potem był kanonikiem kapituły przy katedrze św. Marcina
w Utrechcie. Przez kilkadziesiąt lat skutecznie nawracał Fryzów,
założył klasztor z pechowymi
dzwonami, a na starość powrócił do swojej utrechckiej kapituły i
tam zmarł 12 czerwca 855 r. Do dzisiaj w muzeum sztuki religijnej w
dawnym klasztorze Catharijneconvent w Utrechcie przechowywana jest
jego czarka do picia <3
Kult św. Odolfa w Stavoren i okolicach,
zanikły ze zrozumiałych powodów, wskrzesili w ostatnich latach –
uwaga – mnisi z nowo założonego klasztoru Rosyjskiej Cerkwi
Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego pw. świętego Mikołaja
z Miry w Hemelum. Święci epoki chrystianizacji Niderlandów są
również ich świętymi, pochodzą sprzed wielkiego rozłamu
Kościoła, i rosyjscy mnisi z dumą piszą na swojej stronie
internetowej, że kontynuują wcześniejsze tradycje klasztorne tego
miejsca. Więc dzisiaj możemy uczestniczyć w pielgrzymce św.
Odolfa w Stavoren, Hemelum i Bakhuizen, zainicjowanej przez
prawosławnych mnichów Moskiewskiego Patriarchatu...
Zatem wierzmy w podania ludowe, pod
warunkiem, że nie są opracowane przez literatów. Często bywa w
nich więcej prawdy, niż można by przypuszczać :)
Źródła: kenteringen.nl, awn-archeologie.nl, kloosterhemelum.nl, Wikipedia
Przeglądając dzisiaj kalendarz mariacki (http://www.wherewewalked.info/feasts/06-June/third_sunday_in_june.htm) trafiłem na wpis: 'Maria van Jesse', czyli Marię z (Korzenia) Jessego, patriarchy, ojca króla Dawida, a przodka Najświętszej Dziewicy i samego Jezusa Chrystusa. Mieszkańcy Delft celebrują święto Marii Jessego w niedzielę po świętym Odolfie (12 czerwca) - w tym roku była to Niedziela Trójcy Świętej (16 czerwca). W tej mariackiej perspektywie święty Odolf jawi się jak postać jeszcze bardziej intrygująca.
OdpowiedzUsuń