Znane jest powiedzenie, że ciężkie czasy tworzą silnych ludzi; silni ludzie tworzą łatwe czasy, łatwe czasy tworzą słabych ludzi, a słabi ludzie tworzą ciężkie czasy. Trudno nie zauważyć, że sprawdza się ono także w historii Kościoła. Część najsilniejszych i największych ludzi w dziejach katolicyzmu zrodziła się na duchowym pogorzelisku, w jakie zmieniły się te kraje Europy, do których na przełomie XVIII i XIX wieku dotarły bagnety, armaty i gilotyny rewolucji francuskiej oraz innych wybuchów antychrześcijańskiego szału — nie zapominając o działających równolegle beznamiętnych piórach i pieczątkach biurokratów, wykonujących polecenia „oświeconych” autokratycznych władców, a nawet kościelnych purpuratów, którzy zapragnęli zreformować katolicyzm w duchu XVIII-wiecznego społecznego i propaństwowego utylitaryzmu.
![]() |
Tablica pamiątkowa na domu, w którym urodził się Jan Roothaan. Źródło: Wikimedia Commons/Spider |
W latach 20. i 30. XIX wieku wydawało się, że z prozaicznych przyczyn demograficznych po kilkunastowiekowej historii życia monastycznego w Kościele zachodnim pozostaną tylko eksponaty w muzeach i zapisy w podręcznikach historii. I te najcięższe czasy zrodziły najsilniejszych ludzi.
Tym, kim dla dominikanów był Henri-Dominique Lacordaire, a dla benedyktynów dom Prosper Guéranger, dla jezuitów był Holender, rodowity Amsterdamczyk Jan Philip Roothaan.
![]() |
Relikwiarz Jana Roothaana w amsterdamskim kościele jezuitów na Krijtbergu. © DK |
Wymagało to od niego opuszczenia rodzinnego kraju i wyjazdu na koniec Europy, do budzącego lęk swymi zimami, rozmiarami i archaicznymi zwyczajami imperium rosyjskiego — gdyż było to jedyne miejsce, w którym jezuici przetrwali, ponieważ carowie, z przyczyn głównie politycznych i ambicjonalnych, odmówili zastosowania się do zachodnioeuropejskich dekretów.
Na dawnych ziemiach I Rzeczpospolitej, należących teraz do imperium carów, Roothaan przebywał w latach 1804-1820. Nowicjat odbył w Dyneburgu na Łotwie (przy okazji opanował świetnie język polski), a filozofię i teologię studiował w Połocku na Białorusi. W 1812 przyjął święcenia kapłańskie, po czym pracował w Puszy (Łotwa) oraz Kadzinie, Kulikowie i Orszy (Białoruś). W 1820 jezuitów wygnano z kolei z granic caratu, ale w tym czasie na szczęście powiał już inny wiatr na Zachodzie i zaczęto sprzątać po największych wynaturzeniach epoki oświeceniowo-rewolucyjnej. Jezuici mogli zatem od niedawna z powrotem legalnie działać i Jan Roothaan najpierw uczył w szkole w Brig/Brigue, w szwajcarskim kantonie Valais/Wallis, a potem został rektorem nowo powstałego jezuickiego kolegium (szkoły średniej) we włoskim Turynie (wówczas część królestwa Sardynii). W 1829 r. został wybrany generałem zakonu i sprawował tę funkcję do śmierci 8 maja 1853 r.
![]() |
Popiersie J. Roothana w sieni klasztoru jezuitów na Krijtbergu. © DK |
Przed śmiercią zdążył przeżyć jeszcze jedne prześladowania, w wyniku wybuchu rewolucji 1848 r. i założenia działającej dwa lata „Republiki Rzymskiej”, która znowu wygnała papieża, księży i zakonników. Czas wygnania zużył na wizytacje domów jezuickich w kilku państwach i wówczas udało mu się jeszcze odwiedzić na krótko rodzinną Holandię. W 1850 r. mógł już powrócić do Rzymu i tam zmarł po długiej chorobie, 8 maja 1853 r. Dzisiaj przypada rocznica jego śmierci i stąd ten tekst :)
Pochowany został w jezuickim kościele Il Gesu w Rzymie i tam można nawiedzić jego grób w jednej z bocznych kaplic. Jego relikwie oraz pamiątki po nim są też przechowywane w jezuickim kościele św. Franciszka Ksawerego na Krijtbergu w Amsterdamie. Co ciekawe, jego następcą na stanowisku generała został z kolei Flamand Pieter Jan Beckx.
Ponieważ Jan Philip Roothaan zmarł w opinii świętości, rozpoczęto starania na rzecz jego beatyfikacji, ale ślimaczą się one do dziś, podobnie jak w przypadku Guérangera, nie wspominając już o Lacordairze… Być może pokolenie tytanów odbudowy Kościoła doprowadziło po prostu do nastania łatwych czasów?
Źródła: Wikipedia NL/PL/BE
Komentarze
Prześlij komentarz