Każdy z nas uczył się na lekcjach historii o begardach i beginkach. W średniowiecznej Europie były ich setki tysięcy i stanowili ważną siłę społeczną; zajmowali się pracą charytatywną i innymi pożytecznymi zajęciami, ale czasem popadali w herezję i potrafili uczestniczyć w buntach, dlatego w gruncie rzeczy często stanowili dla Kościoła kłopot. Nie bardzo było wiadomo, co to jest — niby mieszkali w klasztorach, ale nie byli zakonnikami. W podręcznikach do dalszych klas już się więcej nie pojawiali i nie napotykaliśmy śladów ich istnienia podczas wakacyjnych wycieczek po Polsce, więc nawet ci z nas, którzy zapamiętali te dwie dziwne nazwy na b, odbierali je najwyżej jako kolejny romantyczny przejaw tajemniczego i niesamowitego średniowiecza.
![]() |
Dziedziniec Begijnhofu, amsterdamskiego beginaża. Fot. © DK |
Kiedy zniesiono wizy i otwarto granice, a siła nabywcza Polaków wyrównała się z zachodnią na tyle, że mogliśmy zacząć jeździć na wakacje do Europy zachodniej, na zabytkowych starówkach Belgii, Holandii czy północnej Francji zetknęliśmy się z beginażami. Wszystkie wyglądały podobnie — zespoły małych, takich samych domków, otaczających trójkątne czy kwadratowe podwórza, często także z kaplicą lub kościołem. (Można powiedzieć, że już wiadomo, kto wynalazł zabudowę szeregową). To w nich mieszkały zagadkowe beginki. Dzisiaj zespoły tych prześlicznych budyneczków należą do najpopularniejszych turystycznych atrakcji Amsterdamu, Brugii, Gandawy, Sint-Truiden czy Louvain. No ale zawsze jest to zwiedzanie zabytków, odwiedzanie dawno wymarłych duchów. Beginek w nich nie ma; dziś mieszkają tam zwykli ludzie (często kobiety) czy mieszczą się instytucje kultury; zawsze jest cicho, sennie i na uboczu, nawet jeśli od hałaśliwych ulic pełnych butików i turystów dzieli nas tylko kilkadziesiąt metrów.
Zachowane beginaże są tak stare i „odległe” od dzisiejszych czasów, że byłam więcej niż pewna, iż tajemnicze beginki zniknęły z nich dwieście czy czterysta lat temu. Jakież było moje zdziwienie, gdy wczoraj na Twitterze przeczytałam, że właśnie dzisiaj, 23 maja 2021 r., upływa 50 lat od śmierci ostatniej amsterdamskiej beginki!
![]() |
Wejście do amsterdamskiego Begijnhofu. Fot. © DK |
Nazywała się Agatha Kaptein i gdy umierała 23 maja 1971 r., miała 84 lata. O jej śmierci powiadomiły z melancholią ówczesne gazety, ponieważ wraz z Agathą umarła ponadsześciusetletnia historia amsterdamskich beginek (wiemy, że tamtejszy beginaż istniał już w 1346 r.) — kończył się zatem długi rozdział w dziejach miasta.
Agatha Kaptein urodziła się w 1887 r. w katolickiej rodzinie w Akersloot jako ósma z trzynaściorga rodzeństwa; jej ojciec był rolnikiem i hodowcą bydła. Czworo rodzeństwa zmarło w dzieciństwie, sześć sióstr wyszło za mąż, a Agatha i jej młodsza siostra nadal mieszkały z rodzicami. Nie wiadomo, kiedy dokładnie Agatha wstąpiła do beginek, ale z akt miejskich wynika, że w roku 1932 mieszkała już w beginażu. Miała wówczas 45 lat. Kleijn sądzi, że być może wykupiła prawo do mieszkania w domku (nr 26) w beginażu ze spadku, który przypadł jej po matce zmarłej w 1926 r. (ojciec zmarł dopiero w 1940 r.).
Tu dochodzimy do istoty, czym były beginaże i beginki. Te pobożne kobiety spełniały część praktyk zakonnych, takich jak msza, modlitwa czy dzieła charytatywne, ale nie składały wieczystych ślubów zakonnych i dlatego, jeśli chciały, mogły opuścić beginaż i wyjść za mąż lub w dowolny inny sposób pokierować swym losem. Nie traciły też prawa do posiadania majątku. Miały przełożoną, jak w zakonie, nosiły strój przypominający zakonny, ale mieszkały pojedynczo lub po dwie w poszczególnych domkach na terenie beginaża, płacąc za nie czynsz. Same też musiały się utrzymać — z własnego kapitału czy pracy (np. nauczycielek czy pielęgniarek).
W beginażu amsterdamskim przyjmowano kobiety po trzydziestce, cieszące się dobrą opinią. Musiały zdeponować kapitał co najmniej 650 guldenów. Składały czasowe śluby czystości i posłuszeństwa (ubóstwa nie, gdyż posiadały majątek) oraz miały obowiązek modlić się „o nawrócenie niekatolików w naszej diecezji”.
Agatha przy wstąpieniu do beginaża przyjęła imię Antonia. W tym czasie beginek było już tylko około dziesięciu, a po wojnie ich sytuacja materialna pogorszyła się tak, że w 1950 r. kilka z nich (w tym Agatha-Antonia) poprosiło władze kościelne o zgodę na złożenie ślubu ubóstwa, licząc, że będzie im dzięki temu łatwiej otrzymać pomoc materialną. Wszystkie były już wtedy w starszym wieku i w kolejnych latach stopniowo wymierały. Agatha (Antonia) umarła jako ostatnia; zachowała się po niej pamięć, że była prawdziwym człowiekiem modlitwy — modliła się bardzo wiele, ale póki mogła, pełniła też dzieła charytatywne i wspierała misje. W ostatnich latach życia ciężko chorowała. Pochowano ją w grobie sióstr na cmentarzu św. Barbary. Tyle „Het Parool” i Koen Kleijn.
Agatha Kaptein, zmarła w 1971 r., była ostatnią amsterdamską beginką, ale nie ostatnią beginką na świecie. 13 kwietnia 1990 r., zmarła ostatnia holenderska beginka, Cornelia Catharina Frijters, która mieszkała w beginażu w Bredzie. Natomiast ostatnia w ogóle beginka na świecie, Marcella Pattyn z beginaża w Kortrijk w Belgii, zmarła 14 kwietnia 2013 r., zaledwie osiem lat temu... Na YouTubie jest nawet dostępny krótki filmik z 2011 r., z uroczystości siedemdziesięciolecia jej ślubów beginackich:
Wraz ze śmiercią Cornelii Frijters i Marcelli Pattyn dobiegły kresu ponadosiemsetletnie dzieje beginek i beginaży.
Serdecznie dziękuję panu Ericowi Holterhuesowi za powiadomienie na Twitterze o 50. rocznicy śmierci ostatniej amsterdamskiej beginki oraz za udostępnienie artykułów z „Het Parool” i ze strony begijnhofbreda.nl.
Źródła: parool.nl, begijnhofbreda.nl
![]() |
Plan amsterdamskiego Begijnhofu. Agatha mieszkała w domku nr 26. Fot. © DK |
Komentarze
Prześlij komentarz