Carlo Acutis i Pier Giorgio Frassati, których kanonizacja nastąpi za tydzień, obudzili nową fascynację wiarą katolicką w „dogorywającej” i „postchrześcijańskiej” Europie. Mól komputerowy w tenisówkach i bon vivant – maniak turystyki górskiej, „nieoczekiwani święci”, mają najwyraźniej coś ważnego do powiedzenia dzisiejszej młodzieży, zwłaszcza młodzieży męskiej. Ich gwałtowna popularność, a zwłaszcza Carla Acutisa, ogarnęła też Holandię. W czerwcu jego relikwie trafiły do podamsterdamskiego sanktuarium maryjnego w Heiloo.
Jednocześnie w ostatnim czasie czasie kraje zachodnie, w tym Holandia, obserwują narastającą falę nawróceń chłopców i młodych mężczyzn – zjawisko zupełnie zaskakujące nawet dla samych duszpasterzy w znanym nam od dziesięcioleci „Kościele żeńskokatolickim”.
Biskup Rob Mutsaerts, delegat Episkopatu holenderskiego ds. młodzieży, wiąże ze sobą te dwa zjawiska. Zamieszczamy dwa jego teksty: oficjalny list do młodzieży z okazji nadchodzącej kanonizacji Carla Acutisa oraz poświęcony tej postaci wpis na jego blogu Paarse Pepers.
Powitanie relikwii Carla Acutisa w sanktuarium w Heiloo. Źródło: arsacal.nl |
7 września: Kanonizacja Carlo Acutisa: święty w trampkach
Są chwile, gdy niebo pojawia się niczym nagły błysk pioruna nad szarym miastem, przypominając, że cuda wciąż istnieją. 7 września 2025 roku zabiją dzwony, serca podskoczą, a nawet sceptycy podniosą oczy, bo Carlo Acutis zostanie kanonizowany. Nie jako odległa postać ze średniowiecza, spowita mgłą i tajemnicą, ale jako chłopak, który nosił dżinsy jako zbroję, a internet jako miecz.
Carlo, chłopak XXI wieku, a jednak rycerz starej wiary. Chłopak, który programował komputery, ale oddał serce na Ołtarzu. Mieszkał nie w odległej jaskini, lecz w tętniącym życiem Mediolanie. Nie pustelnik, nie krzyżowiec, lecz pielgrzym w trampkach z różańcem w kieszeni i Eucharystią w duszy.
Mówią, że współczesny człowiek nie rozumie już sacrum. Ale Carlo rozumiał. Rozumiał, że świętość nie jest zarezerwowana dla ascetów na szczytach gór, ale zaczyna się od kliknięcia odpowiedniego linku, wyboru tego, co dobre w świecie, który oferuje opcje pozbawione prawdy. Nie był ekscentrykiem; był synem swoich światowych rodziców, Kościoła i czasów. A jednak odrzucił współczesną chorobę cynizmu. „Eucharystia jest moją autostradą do nieba” – powiedział, jakby był to najbardziej oczywisty opis trasy, jaki można znaleźć w Mapach Google.
7 września Rzym uzna go za świętego, ale wielu – zwłaszcza młodych – uznało go już za swojego przewodnika. Nie dlatego, że był doskonały, ale dlatego, że przypomina nam, że świętość jest możliwa, tak, nawet teraz. Tak, szczególnie teraz! Carlo Acutis idealnie wpisuje się w czasy, gdy młodzi ludzie na całym świecie, niespodziewanie, odnajdują Kościół katolicki i pragną podążać za Jezusem. Pochodzą głównie ze świeckich środowisk, poszukują prawdy, są młodzi (w tym zaskakująco duża liczba uczniów) i w większości są to chłopcy lub młodzi mężczyźni.
Postrzegam to zjawisko z mieszaniną zdumienia, radości i zdecydowanego ciosu dla współczesnego światopoglądu. Nie powinniśmy być jednak zbyt zaskoczeni. Młodzi ludzie mają już dosyć jałowej pustyni relatywizmu. Przychodzą, bo są spragnieni. Ten świat ma im do zaoferowania wszystko poza sensem i prawdą. Kiedy młodzi ludzie zwracają się ku wierze, nie robią tego ze słabości, ale z radykalnego pragnienia czegoś solidnego, czegoś prawdziwie prawdziwego, czegoś większego niż oni sami. Nasza współczesna kultura kryje w sobie ogromną duchową pustkę. Zastąpiliśmy Boga technologią, wygodą i samoekspresją, a młodzi ludzie jako pierwsi odkrywają, że nie oferuje to trwałego sensu. Nie chcą uciekać od kultury, ale odkryli, że nie ma tam niczego, co wypełniłoby ich serca. Mają już dość braku zaangażowania i szukają wyzwań.
To przede wszystkim chłopcy pragną przygód. Wydaje się, że zawsze było to naturalną częścią życia. A wiara chrześcijańska, o ile nie uległa zerodowaniu w moralizatorską terapię, jest przygodą. Świadczy o tym cała Biblia: od Abrahama i Mojżesza, którzy zostali wysłani na przygody, po apostołów, którzy zostali poproszeni, by podążali za Jezusem, nie wiedząc, dokąd to doprowadzi. To historia walki, poświęcenia, łaski i zmartwychwstania. Kościół nie jest szpitalem dla dobrych dusz, lecz koszarami współczujących wojowników. Chrześcijaństwo jest jedynym autorytetem, który pozwala buntownikowi być prawdziwie buntowniczym, ponieważ sprzeciwia się światu, grzechowi, wygodzie, bezsensowi.
Młodzi ludzie, którzy nagle pojawiają się w naszych kościołach katolickich, nie wybierają ławek z przyzwyczajenia, ale dlatego, że w wierze widzą miecz zamiast kieliszka przed snem. Urok samozadowolenia ustępuje miejsca zaangażowaniu w poszukiwanie, które naprawdę do czegoś prowadzi. W dobie nadmiaru bodźców młodzi ludzie zwracają się ku cichemu cudowi chrztu. Wychowywano ich z przesłaniem, że „wszystko powinno być możliwe” i dokładnie to chcą usłyszeć: „Jest coś, co musi być”. Nie chcą już trzymać wszystkich drzwi otwartych, lecz pragną dokonać prawdziwego wyboru. Odkrywają – i tak właśnie staje się to dla mnie jasne – że chrzest obejmuje wszystko, na co współczesny świat nie zna odpowiedzi: grzech i zbawienie, śmierć i zmartwychwstanie, imię i powołanie, kompas wskazujący drogę do portu. W dniu, w którym piszę te słowa – w niedzielę Trójcy Świętej – pewien chłopiec czekał na mnie po mszy i powiedział wprost: „Chcę zostać ochrzczony”. Ma 13 lat. Poszedłem z nim do domu jego rodziców. Okazało się, że ten chłopiec czyta Biblię codziennie od dwóch lat. Ma starszego brata, 15 lat. On również robi to wiernie każdego dnia. Ku mojemu zaskoczeniu, a jeszcze większemu zaskoczeniu jego rodziców. Po prostu szczerzy chłopcy, w pełni zaangażowani w życie. Duch Święty wyraźnie działa. A Carlo Acutis jest idealnym świętym na nasze czasy.
Chciałbym zachęcić duszpasterzy, aby nie dawali się zaskoczyć, ale byli gotowi, jak ojciec z przypowieści o synu marnotrawnym. Bo ci młodzi ludzie nie pojawiają się przypadkiem. Wracają do domu. Tyle że nie noszą łachmanów, lecz trampki, i nie szukają ideologii, ale Ojca. Proszę, nie bądźcie powściągliwi, ale wejdźcie z nimi głęboko w relację.
Dziwny to świat, w którym dzieci tworzą strony internetowe o cudach – i same stają się cudami. Niech więc 7 września zabrzmią dzwony, serwery zawibrują, a niebiosa otworzą się dla Carla Acutisa – patrona internetu oraz dowodu na to, że Bóg wciąż tworzy świętych, nawet z myszką w ręku i nadzieją w sercach.
Niedziela Trójcy Świętej 2025
+Rob Mutsaerts
List otwarty do naszej młodzieży
Bunt przeciwko pustce
Drodzy młodzi, bądźmy szczerzy: żyjemy w czasach, w których kwestionuje się wszystko, z wyjątkiem samego wątpienia. Jesteście zalewani głosami, które twierdzą, że nie ma prawdy absolutnej, że jesteście ponad wszystkim. Musicie być „otwarci” i nie zakładać niczego ostatecznie. Ale samo posiadanie otwartego umysłu nic nie znaczy. Co więcej, możesz usłyszeć, że „wolna myśl” to najwyższy ideał współczesnego człowieka. Jednak to, co dziś nazywa się wolną myślą, jest często cenione właśnie dlatego, że jest wolnością myśli – rodzajem beztroskiego braku prawdziwej głębi. Rezultat? Kakofonia opinii, ale niewiele punktów zaczepienia. Nic dziwnego, że wielu z was czuje się czasem zagubionych w relatywizmie i bezsensownej krzątaninie.
Jednak pośród tego zamieszania czujecie w sobie głębszy głód. Nasz czas płynie od kryzysu do kryzysu, co tworzy pewną beznadzieję, która paradoksalnie popycha młodych ludzi do poszukiwania „czegoś większego niż to, co teraz”. Wielu z was zadaje sobie pytanie: „Kim jestem, po co w ogóle istnieję?” – to palące pytania, na które coraz więcej młodych ludzi próbuje znaleźć odpowiedź. Te duchowe poszukiwania nie są oznaką słabości, lecz cichym buntem przeciwko pustce.
Rozumiem wasz sceptycyzm i zagubienie. Żyjecie w świecie, który cynicznie wyśmiewa wiarę, a wątpliwości są w modzie. Ale pamiętajcie o tym: już sam fakt, że wasze pragnienie prawdy i sensu nie osłabło, dowodzi, że jest w was coś żywego, czego nie da się ukoić powierzchownością. To pragnienie nie jest głupotą; to pierwszy krok cudownej podróży, być może nawet ku starożytnej wierze katolickiej, którą tak często odrzucano jako… „przestarzałą”.
Często słyszymy, że współczesny świat jest „racjonalny” i gardzi wiarą, jakby była przesądem. Ale cóż za ironia: ten sam świat gorliwie wierzy w najnowsze trendy i chwyty medialne, podczas gdy Kościół katolicki od wieków pielęgnuje zarówno myśl, jak i tajemnicę. Naiwni sceptycy zachowują się tak, jak gdyby sam Kościół stworzył rozdźwięk między rozumem a religią, podczas gdy w rzeczywistości to Kościół jako pierwszy podjął próbę połączenia rozumu z wiarą. Nie chodzi tu o wyłączenie umysłu; wręcz przeciwnie.
W rzeczywistości bycie katolikiem nie oznacza zaprzestania myślenia, ale nauczenie się myślenia. Prawda nie umiera, gdy oddajecie się prawdzie wiary; nabiera ona formy i znaczenia. Tradycja katolicka wzywa do głębokiego myślenia. Zachowuje logikę Tomasza z Akwinu obok mistycznych wizji Teresy. Uczy nas, że ludzki rozum jest darem od Boga, przeznaczonym do poszukiwania prawdy. A jednocześnie ostrzega nas przed wpadnięciem w pułapkę „upokarzającego niewolnictwa” w postaci bycia jedynie dzieckiem swoich czasów – bo każde pokolenie ma swoje słabe punkty, a odwieczna mądrość Kościoła chroni nas właśnie przed chwilowymi modami.
Zważcie też, że ta wiara jest przesiąknięta radosną powagą. Chrześcijaństwo nie jest nudnym zbiorem zasad, lecz historią miłosną pełną paradoksów i sugestywnych obrazów. W Kościele rzymskokatolickim uczymy się nie traktować siebie zbyt poważnie, a jednocześnie niezwykle poważnie traktować prawdę. W tej pozornie sprzecznej postawie radosnej powagi kryje się głęboka tajemnica. Tradycja katolicka zna święta i post, pobożność i humor. Zachęca nas do śmiechu i uwielbienia. Wiara przynosi duszy pokój w prawdzie, ale także poczucie zachwytu. Nie jest łańcuchem, który pęta ducha, ale kluczem, który otwiera drzwi do nowych horyzontów myśli i doświadczenia.
Pozwólcie, że namaluję obraz. Wyobraźcie sobie odkrywcę żeglującego po oceanach świata małym jachtem w poszukiwaniu nieznanej wyspy. Stawia on czoła sztormom, wytrwale poszukując czegoś wspaniałego i nowego. W końcu triumfalnie stawia stopę na lądzie, by ku swojemu zdumieniu uświadomić sobie, że odkrył swoją ojczyznę, jakby była nową wyspą na Oceanie Atlantyckim. Co może być wspanialszego niż doświadczenie, w jednej przygodzie, wszystkich ekscytujących niebezpieczeństw dalekiej podróży i ciepłej pewności powrotu do domu? Pokazuje to cud ponownego odkrywania tego, co znane, jako nowe. Tak jest w przypadku kogoś, kto odnajduje prawdę katolicką: być może rozpocząłeś szalone poszukiwanie sensu i prawdy jako czegoś zupełnie nowego, a kończysz z poczuciem powrotu do domu, do czegoś starożytnego, co czekało na ciebie przez cały czas.
Wasze najgłębsze pragnienia znajdują spełnienie w łonie tej tradycji. Tęsknota za prawdą znajduje tu schronienie: doktryna wiary nie jest zbiorem arbitralnych dogmatów, ale niezawodnym kompasem dla duszy. Tęsknota za dobrem znajduje tu pożywienie: moralność katolicka – choć niepopularna – oferuje drogę do prawdziwej cnoty i ludzkiej godności, wspieranej łaską i otoczonej przykładem świętych, takich jak Carlo Acutis i Pier Giorgio Frassati, prawdziwych świętych naszych czasów i naszej młodości. W swoim poszukiwaniu wspólnoty znajdziesz tu rodzinę: wstępując do Kościoła, wstępujesz do żywego Ciała, ogólnoświatowej wspólnoty, w której możesz być prawdziwie znany i kochany.
Co więcej, w Kościele nigdy nie jesteś sam. Stoisz ramię w ramię z dzisiejszymi wierzącymi, z dzisiejszą młodzieżą, otoczony rzeszą tych, którzy byli przed tobą. Tradycja daje głos nawet tym, którzy głosu nie mieli w przeszłości. Dzisiejszy „nowoczesny” człowiek nie powinien wyobrażać sobie, że tylko on posiada prawdę; ci, którzy trwają w tradycji, uczestniczą w wielowiekowej rozmowie o prawdzie i człowieczeństwie. I ty, spośród wszystkich ludzi, masz teraz prawo być częścią tej wielkiej rodziny, która przekracza czas i przestrzeń, od Rzymu po najdalsze zakątki ziemi, od Piotra po młodzież z twojej własnej parafii.
Być może nadal masz wątpliwości. Być może nadal odczuwasz opór – to zrozumiałe. W chwili, gdy przestaniesz z nim walczyć, poczujesz się do niego przyciągnięty; gdy szczerze wsłuchasz się w Kościół, zaczniesz go nawet doceniać. Po prostu spróbuj. Wielu, którzy zaczynali krytycznie i podejrzliwie, doświadczyło tego na własnej skórze. Wielu, którzy zaczynali z otwartym umysłem, doświadczyło tego samego. Im bardziej szukali z otwartym sercem, tym bardziej odkrywali, że spełnienie tego, czego szukali, leży właśnie tutaj. Wiara katolicka okazała się nie archaicznym muzeum osobliwości, ale skarbnicą żywej prawdy, dobra i piękna, które przemówiły do nich osobiście.
Wasze tęsknoty znalazły tu swoje miejsce. Wasze pragnienie prawdy, wasze pragnienie dobra, wasze wołanie o wspólnotę – nic z tego nie jest daremne. Wręcz przeciwnie, znajdują odpowiedź w tradycji katolickiej: wierze, która jest większa od nas samych, a jednak może stać się naszym intymnym domem.
Teraz chodzi o odwagę. Droga wiary nie jest łatwa; to droga dla odważnych dusz. Katolik to po prostu ktoś, kto znalazł odwagę, by stawić czoła faktowi, że istnieje coś mądrzejszego i większego od niego samego. Wymaga to pokory, z pewnością, ale pokora jest właśnie najwyższą formą realizmu. Ideał chrześcijański nigdy nie został wystawiony na próbę ani nie zawiódł; raczej uznano go za zbyt trudny i dlatego pozostawiono go nie wypróbowany. Innymi słowy, wiara wzywa nas do wzniesienia się ponad siebie. I owszem, wymaga to wysiłku i poświęcenia. Ale jest nieskończenie warte tego wysiłku, ponieważ prowadzi nas do prawdy, dobra i piękna, dla których nasze dusze zostały stworzone.
Dlatego wzywam was: miejcie odwagę i trzymajcie się poczucia zachwytu. Odważcie się płynąć pod prąd cynizmu. Odważcie się wierzyć, że istnieje prawda, którą możecie odnaleźć. Pozwólcie, aby świat wokół was mówił wam, że nic się nie liczy – w głębi duszy wiecie, że coś się liczy, że Ktoś się liczy. Bądźcie jak odkrywcy, którzy z ufnością wyruszają na głębsze wody, wiedząc, że pod ich stopami czeka solidny grunt. Bądźcie lekkiego serca i niezłomni w duszy; nie traktujcie siebie zbyt poważnie , ale tym poważniej potraktujcie zew prawdy.
Twoja przygoda dopiero się zaczyna. Wyrusz na ścieżkę wiary z otwartymi oczami i wysoko uniesioną głową. Bądź odważny, pozostań zdumiony i miej wiarę. W świecie pełnym głośnego zgiełku nihilizmu masz szansę coś zmienić, cicho przyjmując prawdę. Twoje pragnienie prawdy, dobra i wspólnoty znajdzie spełnienie; chwyć je obiema rękami. Drzwi są otwarte, podróż się rozpoczęła. Obyś kontynuował tę podróż z tą samą radosną gorliwością, co wielcy pielgrzymi przed nami. I wiedz: na końcu tej podróży nieznana ziemia, której szukałeś, okaże się domem, który zawsze na ciebie oczekiwał. Nie lękaj się, lecz raduj. Przygoda życia z Bogiem czeka na ciebie.
+Rob Mutsaerts
Z okazji kanonizacji Carla Acutisa i Pier Giorgio Frassatiego 7.09.2025
Komentarze
Prześlij komentarz