Wciąż brakuje mi czasu na pisanie na blogu :( i znowu umknęły mi dwie święte związane z ziemiami niderlandzkimi, o których nie ma jeszcze tekstu: wczorajsza patronka Waldetruda z Mons, siostra świętej Adelgundy („Patronka chorych na raka piersi”), i przedwczorajsza patronka Julie Billiart. Dwie zupełnie inne kobiety, żyjące w zupełnie innych czasach. Może uda się za rok… Nie wierzyłam więc własnemu szczęściu, gdy odkryłam, że dzisiaj też przypada wspomnienie niderlandzkiego świętego, a nawet dwóch. Biskupa Notkera z Liège zostawimy na przyszłość, a dziś skupimy się na zupełnie niezwykłej postaci, jaką był święty Makary z Antiochii (zwany też Makarym z Gandawy). Ormianin z pochodzenia, biskup Antiochii (Armeńskiej, czyli Pizydyjskiej, w Azji Mniejszej), żyjący jeszcze przed rozbiciem chrześcijaństwa na wschodnie i zachodnie w 1054 roku, a więc zgodnie czczony przez Kościół rzymski i Kościoły prawosławne.
![]() |
| Gaspar de Crayer, Św. Makary, patron chorych na zarazę. Katedra św. Bawona w Gandawie. Źródło: Wikimedia Commons |
Wybitny holenderski hagiograf Dries van den Akker SJ, zamieścił w biogramie świętego Makarego z Antiochii na stronie heiligen.net (niezmiennie polecam) piękny fragment jego żywota, pochodzący z XIX-wiecznego opisu świętych belgijskich autorstwa Corneliusa Smeta SJ (Saints et grands Hommes du Catholicisme en Belgique, tom 2, Casterman, Paris/Tournai 1857, s.162-164). Zapraszam do zapoznania się z tym uroczym tekstem w polskim przekładzie:
„W 1010 roku Gandawę odwiedził słynny hierarcha ze Wschodu. Święty Makary, arcybiskup Antiochii w Armenii, opuścił swoją stolicę, aby nawiedzić grób naszego Zbawiciela. Wyruszył ponownie z Jerozolimy wraz z kilkoma towarzyszami podróży z zamiarem odwiedzenia kilku miejsc słynących z wielkich świętych, których pamięć tam czczono.
Po przemierzeniu całych Niemiec, w końcu odwiedził również Belgię. W Mechelen, gdzie modlił się przy grobie św. Rumolda, został przyjęty przez ludność z wielką przyjaźnią. Święty wkrótce zyskał sposobność, aby wyrazić swą wdzięczność. Tej samej nocy w mieście wybuchł pożar. Kilka domów już stało w płomieniach. Ludzie bali się, że pastwą ognia padnie całe miasto. Wówczas Makary śpieszy na miejsce katastrofy. Wspina się na dach domu, który już się zapalił; chwyta z dachu garść słomy, błogosławi ją i rzuca w płomienie jako znak ostrzegawczy. I rzeczywiście, płomienie wycofują się, jak gdyby pełne bojaźni, zwijają się i gasną. Nie trzeba dodawać, że miasto było wdzięczne temu świętemu biskupowi. Lecz gdy cisnęli się do niego w pobożności, postarał się jak najszybciej uciec.
W Maubeuge oddaje cześć świętym szczątkom świętej Adelgundy. W Cambrai udaje się do kościoła Najświętszej Maryi Panny, żeby spędzić tam noc na modlitwie. Jednakże zakrystian go nie rozpoznaje, więc wyrzuca go i zamyka drzwi. Święty spędza więc noc na modlitwie na progu kościoła. Zakrystian jest wielce zaskoczony, gdy następnego ranka zastaje otwarte drzwi kościoła, a biskupa wciąż rozciągniętego w modlitwie przed wejściem. Wieść o tym rozeszła się po mieście lotem błyskawicy. Był to wystarczający powód, żeby Makary znowu uciekł.
Gdy dotarł do Tournai, walczyły ze sobą dwa stronnictwa. Ich wściekłość tak wzrosła, że porządku w tym zamęcie nie był w stanie zaprowadzić nawet Baldwin IV, książę Flandrii, który akurat przebywał w mieście. Święty przeciska się przez tłum, staje pośrodku i samo jego spojrzenie wystarcza, by powstrzymać wszystkich zbrojnych. Wszelka nienawiść znika w jednej chwili. Składają broń, obejmują się i na długo zostaje podpisany pokój.
Z Tournai Makary udaje się do Gandawy. Prosi o gościnę w klasztorze św. Piotra. Nie znają go tam jednak i dlatego są nieprzyjemni. Teraz kieruje się do klasztoru św. Bawona, a tam z radością udzielają mu gościny. Przebywał w tym domu przez dłuższy czas, budując mieszkańców swymi cnotami i zdolnością upraszania cudów u Boga. Uzdrawiał chorych, których do niego przynoszono, nakładając na nich ręce. Woda, której używał, czyniła niezliczone cuda. Wszyscy, zarówno mnisi, jak i mieszkańcy miasta, błagali go, by już nigdy nie wyjeżdżał.
W tym czasie jednak Makary postanowił ponownie odwiedzić swoją diecezję. Dwóch towarzyszy podróży zostawił w klasztorze św. Bawona, a sam wyruszył z trzecim. Ledwo wyruszył, gdy poważnie zachorował. Mnisi ze św. Bawona natychmiast udali się tam, aby go zabrać. Jednak mnisi ze św. Piotra, gniewni na samych siebie, że go od razu nie rozpoznali, wysłali do niego kasztelana Roberta, żeby nakłonił go do przybycia jednak do nich. Na ulicy wywiązała się święta dyskusja między dwiema wspólnotami. Święty Makary wybrał jednak tę, w której spotkał się z gościnnym powitaniem, i kazał się odwieźć do klasztoru św. Bawona.
Tej nocy ukazał mu się sam święty Bawo w towarzystwie świętego Landoalda: obiecali mu, że powróci do zdrowia. Proroctwo się spełniło i biskup ponownie zaplanował powrót do Armenii. Lecz tym razem w mieście i całej Flandrii wybuchła straszliwa epidemia dżumy. Do tego czasu święty pokochał miejsce, w którym mieszkał, jako drugą ojczyznę. Złożył siebie w ofierze, żeby odwrócić gniew niebios. Jego ofiara została przyjęta. Dotknięty plagą dżumy, wydał ostatnie tchnienie 10 kwietnia 1012 roku. Tego też dnia jego pamięć jest czczona w Gandawie. Miasto nieraz doświadczyło jego cudownego działania przeciwko dżumie”.
Źródła: heiligen.net, Wikipedia

Komentarze
Prześlij komentarz