Biskup Rob Mutsaerts: Wizyta w „parafii LGBTQ”

Zapewne wiedzą Państwo, że często goszczący na naszych łamach i cieszący się szeroką popularnością poza granicami Holandii biskup pomocniczy diecezji Den Bosch miał dwa tygodnie temu ciężki wypadek samochodowy. Wracał ze słuchania spowiedzi i wpadł na drzewo. Doznał wielu złamań i początkowo trafił na OIOM. Wiadomość ta obiegła media społecznościowe i zaangażowała wiele osób, łącznie na przykład ze znanym biskupem Josephem Stricklandem ze Stanów Zjednoczonych, w modlitwę o zdrowie dla księdza biskupa. Również na mediach społecznościowych naszego bloga zamieściłam apel o modlitwę i wielu z Państwa obiecało ją. Przez znajomego publicystę katolickiego, który ma kontakt mailowy z księdzem biskupem, zawiadomiłam go, że w Polsce modlimy się za niego. Modlitwy odniosły skutek, bo już po kilkudziesięciu godzinach od wypadku okazało się, że stan chorego w niewytłumaczalny sposób gwałtownie się poprawił. Chwała Panu! (Ale nie jestem zdziwiona, bo modlitwę w tej intencji obiecały też na moją prośbę polskie karmelitanki bose z Islandii, a Pan Bóg zawsze je wysłuchuje!). Ksiądz biskup Mutsaerts prowadzi bloga pod tytułem „Paarse Pepers” (już wcześniej publikowałam teksty z jego bloga lub ich streszczenia, można je odnaleźć pod tagiem „Rob Mutsaerts”). Wraz z tymi pocieszającymi wiadomościami zamieszczam jeden z ostatnich tekstów księdza biskupa Mutsaertsa, prosząc jednocześnie o dalszą modlitwę o jego pełne wyzdrowienie.

Biskup Rob Mutsaerts: Wizyta w „parafii LGBTQ”

Niedawno odprawiałem mszę świętą z bierzmowaniem w jednej z parafii naszej diecezji. Przed wejściem do kościoła powiewała tęczowa flaga. Zapytałem jednego z bierzmowanych – staliśmy przed kościołem gotowi na procesję wejścia – co o tym myśli. Nie myślał o tym dużo, ale wolałby widzieć tam wiszącą flagę PSV. Jest to jedna z tych parafii, która siebie nazywa inkluzywną, jak się okazało po mszy podczas spotkania przy kawie. „Jesteśmy kościołem LGTBQ, Kościołem Tęczowym”.

Pomyślałem, że zacznę od prostego pytania: co to właściwie znaczy być inkluzywnym? W najbardziej codziennym znaczeniu oznacza to, że nikogo nie wykluczamy. Szlachetny cel, który trudno odrzucić. Ale gdy tylko ten ideał zostanie skonkretyzowany, gdy tylko zastosuje się go do przekonań, moralności i światopoglądów, pojawia się problem: nie można przyjąć wszystkiego, nie odrzucając jednocześnie czegoś.

Biskup Rob Mutsaerts. Źródło: arsacal.nl
Kościół – niezależnie od tego, czy nazywa siebie „tęczowym kościołem”, czy nie – z definicji nie jest pustym budynkiem, ale domem wierzeń. Wyznaje coś. Uczy się czegoś. Mówi pośrednio, a często wprost: to jest prawdą, a tamto nie. Kiedy tylko to zrobisz – mam w zwyczaju to robić – tworzy się granica, niezależnie od tego, jak łagodny i przyjacielski jesteś.

„Kościół inkluzywny” często twierdzi, że przyjmuje wszystkich, bez względu na pochodzenie, tożsamość czy wiarę. Brzmi to wspaniale, niemal ewangelicznie. Ale tu wkrada się paradoks: każdy jest mile widziany – pod warunkiem, że podziela określone poglądy na temat tożsamości, seksualności i prawdy. Każdy, kto to kwestionuje, każdy, kto mówi o moralności lub antropologii z tradycyjnego katolickiego punktu widzenia, wkrótce odkrywa, że ​​ drzwi nie są tak szeroko otwarte, jak obiecywano.

Nie jest to grzech charakterystyczny jedynie dla „Tęczowych Kościołów”. Nawet najbardziej ortodoksyjna parafia katolicka wyznacza granice. Nie każda wiara jest tam również mile widziana. Różnica polega jednak na uczciwości, z jaką te granice są uznawane. Tradycyjny kościół mówi: w to właśnie wierzymy i jeśli to kwestionujesz, porozmawiamy z tobą, ale nie porzucimy naszej wiary. Kościół inkluzywny mówi coś innego: my nikogo nie wykluczamy, podczas gdy jednocześnie w sposób dorozumiany wykluczają pewne przekonania. Otwarty umysł jest super, ale pytanie brzmi: z kim lub z czym wszyscy są mile widziani? To tak, jakby stowarzyszenie mówiło, że każdy jest mile widziany, ale zupełnie nie jest jasne, jakiego rodzaju jest to stowarzyszenie. Inkluzywność bez treści jest pusta.

Sedno problemu polega na tym, że „inkluzywność” dzisiaj często nie oznacza już: każdy może wejść, lecz raczej: może wejść każdy, kto popiera nasze zasady moralne. To nie jest inkluzywność, ale nowa postać ortodoksji. Każdy, kto nie wyznaje tej ortodoksji, uważany jest za heretyka i wykluczony. Stało się to dla mnie jasne na tym spotkaniu przy kawie. Jeśli delikatnie kwestionujesz ich pogląd i naprawdę chcesz rozpocząć dyskusję – nie po to, by prowokować, ale po prostu rozpocząć rozmowę na temat seksualności, natury człowieka, tego, co to znaczy być mężczyzną lub kobietą i tego rodzaju tematy. Zostałem skasowany na miejscu, ponieważ moje założenia nie zgadzają się z ich religią Tęczy. Inkluzywność wydaje się być nie otwartymi drzwiami, ale starannie strzeżoną bramą.

Prawdziwe pytanie nie brzmi: czy te kościoły są inkluzywne czy wykluczające? Prawdziwe pytanie brzmi: jaką prawdę ośmielają się uznawać i jakie ograniczenia ośmielają się uczciwie przyznawać? Ponieważ wspólnota, która zaprzecza swoim granicom, nie staje się szersza, ale bardziej niejasna i ostatecznie mniej gościnna, zwłaszcza dla tych, którzy szczerze szukają.

Człowiek nie może żyć bez ograniczeń, ale nie może też żyć bez łaski. Kościół, który potrafi zachować jedno i drugie – wyznaje prawdę, a jednocześnie pozostawia otwarte drzwi dla grzesznika, wątpiącego, a nawet sprzeciwiającego się – będzie zapewne mniej modny, ale tym bardziej ludzki. Prawdziwa inkluzywność nie zaczyna się od zniesienia granic, ale od uczciwego ich uznania oraz chęci – pomimo tych granic – aby dać innym miejsce przy stole. Parafia ta nie była do tego przygotowana, jak się później okazało. Pewnego chłopca wyraźnie poproszono o wycofanie się i zaprzestanie udziału w przygotowaniach do bierzmowania. Powód? Uważał, że Purpurowy Piątek jest „głupi”. Bierzmowałem go gdzie indziej tydzień później. Chłopak z opinią i charakterem. To najwyraźniej nie pasuje do tej tolerancyjnej, niewykluczającej, inkluzywnej, szerokiej, otwartej, dostępnej, gościnnej, hojnej, mile witającej, przyjaznej, wyrozumiałej, wolnej od uprzedzeń parafii.

+ Rob Mutsaerts

Źródło: https://vitaminexp.blogspot.com/2026/04/op-bezoek-bij-een-lgtbq-parochie.html

Komentarze