Co wydarzyło się w Kościele katolickim w Holandii w drugiej połowie XX wieku?

W poprzednim tekście na blogu weszłam w dyskusję z jednym z Czytelników, którego zdaniem Holandia jest skazana na zagładę. Chodzi oczywiście o upadek chrześcijaństwa w tym kraju, a co za tym idzie, destrukcję społeczeństwa. Ja, przeciwnie, jestem zdania, że obecnie, w roku Pańskim 2026, Holandia jest światłem nadziei, ponieważ zaczyna się już podnosić z upadku wiary, ortodoksji, moralności, dyscypliny kościelnej… (można by długo wymieniać) – który tam zaczął się najwcześniej, niedługo po wojnie, zanim pogrążył się w nim po Soborze Watykańskim II cały Zachód. Nasi decydenci kościelni mają zaś szansę najzwyczajniej uczyć się na cudzych błędach i ocalić Polskę przed podobną apostazją (jeszcze nie jest za późno, tylko trzeba przestać zerkać do Kościoła niemieckiego, nawet jeśli się tam kiedyś studiowało i ma się sympatycznych znajomych!). Uparcie powtarzam: nie brak ludzi (w kościele) i pieniędzy (na utrzymanie kościołów) jest najbardziej destrukcyjny dla Kościoła. Najbardziej destrukcyjny jest upadek wiary.

Nie da się jednak ukryć, że odejście od wiary w Holandii ponad pół wieku temu nastąpiło i że rację mają ci Czytelnicy, którzy zwracają na to uwagę. Wcześniej kilkakrotnie zamieszczałam opisy tych wydarzeń autorstwa kardynała Wima Eijka, który był ich naocznym świadkiem (można je odnaleźć, klikając tag z nazwiskiem kardynała). Dziś zamieszczam relację innego naocznego świadka, biskupa haarlemsko-amsterdamskiego Jana Hendriksa, który niedawno opublikował ją na swoim blogu Arsacal. Dokładniej rzecz biorąc, streścił to, co mówił na spotkaniu z grupą młodzieży, jakie odbyło się na początku maja w sanktuarium maryjnym w Heiloo.

Zachęcam, aby się z opowieścią biskupa Hendriksa zapoznać i ją przemyśleć. W polskim Kościele co najmniej od śmierci Jana Pawła II działają liczne środowiska usiłujące poprowadzić go w tym samym kierunku, w którym kiedyś poszli Holendrzy, Niemcy, Belgowie. Pewnie każdy pomyśli od razu o „Tygodniku Powszechnym” czy „Więzi”, ale ci ludzie naprawdę są wszędzie. Spotykam ich w swojej parafii, na uczelniach katolickich, w redakcjach katolickich gazet i katolickich agencji informacyjnych. Są w kuriach, w zakonach, wszędzie. I jeśli nie chcemy za kilkadziesiąt lat oglądać kościołów przebudowywanych na kluby, baseny i mieszkania, musimy się przeciwstawić. Biskupi polscy muszą słyszeć donośny głos wiernych świeckich, sprzeciwiających się nowinkom liturgicznym, moralnym (nie tylko tęczowym), dogmatycznym… I tak dalej. Ryba psuje się od głowy.

Ale jak na razie słychać głównie gorszące naparzanie się zwolenników i przeciwników Mszy trydenckiej. Tymczasem dwóch księży profesorów z dwóch dużych polskich katolickich uczelni jawnie promuje agendę LGBT i bierze udział w imprezach pod tęczową flagą. Wszystko jest w mediach. I co? I nic. Następuje krocząca dekonstrukcja liturgii na wzór niemiecki (czytaj: protestancki), mająca na celu rozmontowanie czci Najświętszego Sakramentu i roli kapłaństwa sakramentalnego (komunia na rękę, ministrantki, świeccy szafarze z niekonsekrowanymi rękami; w pewnej diecezji pewien wysoko postawiony duchowny lobbuje za udzielaniem ślubów przez „świeckich diakonów” zamiast przez księży…). Kolejne diecezje ogarnia „synodalność” (nie ukrywajmy, zaczerpnięta z niemieckich pomysłów synodalnych), a znane „teolożki” domagające się kapłaństwa kobiet mają szeroko udostępniane łamy gazet.

Kiedy kilkanaście lat temu publikowałam pracę doktorską – z teologii, podkreślam! – znane kościelne wydawnictwo, które zgodziło się ją wydać, nakazało mi usunąć z tekstu odniesienia do Katechizmu Kościoła katolickiego oraz cytaty z pism świętych. Usłyszałam, że dzięki temu książka będzie się lepiej sprzedawać. Oczywiście była to piramidalna bzdura, ponieważ z przeprowadzonych przeze mnie, za środki z państwowego grantu, badań wynikało jednoznacznie, że treść mojej książki może pomóc wyłącznie osobom wierzącym, ponieważ jej zastosowanie opiera się na posiadanych zasobach religijnych. Uparłam się, nie usunęłam, co kosztowało mnie ponad rok zwłoki w wydaniu oraz brak wszelkiej promocji po wydaniu. Mimo popytu nie są też przewidziane dodruki.

Dlatego Holandia jest ważna. Trudno o mocniejszy argument, jak się kończy taki kierunek. Zapraszam do lektury relacji biskupa Jana Hendriksa; do refleksji, działania i modlitwy: za Holandię, Polskę i cały świat chrześcijański.


Młodzież na spotkaniu „Meet and Greet the Lord” w Heiloo

Spojrzenie wstecz na najnowszą historię Kościoła

W piątkowy wieczór 8 maja byłem w Heiloo na programie młodzieżowym „Meet and Greet the Lord”. Dla starszych katolików „8 maja” wciąż ma w sobie coś wyjątkowego. Temat tego wieczoru był z tym związany: Co wydarzyło się w Kościele katolickim w Holandii w drugiej połowie XX wieku? Czterdzieścioro młodych ludzi zebrało się, by uczestniczyć w urozmaiconym programie.

Pizza

Wieczór rozpoczął się od pizzy, po niej zaś nastąpił (bardzo interaktywny) wykład, podczas którego mogłem obficie czerpać z własnego doświadczenia; na koniec zaś była adoracja oraz możliwość spowiedzi. Całe spotkanie prowadził rektor Jacques Quadvlieg oraz niebieskie siostry z sanktuarium. Młodzież przybyła ze wszystkich stron naszej diecezji.

Tradycyjność

Osobiście doświadczyłem dużej części zmian kościelnych od lat 60. XX wieku. W naszej rodzinie modliliśmy się, a wyrazem tego było między innymi dekorowanie figury Maryi w maju, żeby podać tylko jeden przykład. Szkoła podstawowa nadal była tradycyjna: obok osób świeckich uczyły siostry zakonne, podobnie jak w przedszkolu. Dzień w szkole rozpoczynał się modlitwą i katechezą. Oprócz tego dwa razy w tygodniu odbywały się lekcje religii – raz z nauczycielką (zakonnicą), a raz z kapelanem. Byłem (naturalnie) ministrantem i (równie naturalnie) miałem pozwolenie na wychodzenie na krótko, kiedy w sąsiednim domu opieki odbywał się pogrzeb. Raz w miesiącu chodziliśmy z całą szkołą do spowiedzi. Co tydzień odprawiana była szkolna Msza święta, początkowo jeszcze po łacinie. W harcerstwie i klubie piłkarskim kapelan pełnił funkcję kierownika duchowego.


Zmiana

Pod koniec szkoły podstawowej sytuacja się zmieniła: katechizm został zniesiony i nic nie zajęło jego miejsca, lekcje religii zostały zredukowane, a liturgia w kościele stała się swobodna i „samodzielnie tworzona”, z silnym naciskiem na humanitaryzm. Relacja z Bogiem, modlitwa i poczucie sacrum zostały pogrzebane.

Leeuwenhorst

Kiedy w 1967 roku poszedłem do niższego seminarium duchownego (było to jeszcze możliwe), po zaledwie kilku miesiącach ogłoszono, że zostanie ono docelowo zamknięte i natychmiast przestanie pełnić funkcję seminarium dla chłopców pragnących zostać księżmi. Wszystkie holenderskie seminaria duchowne zostały zamknięte. Na początku w (byłym) niższym seminarium nadal istniał jakiś program modlitewny, ale wkrótce zniknął. Przebywałem w niższym seminarium w Leeuwenhorst, w Noordwijkerhout, i właśnie to miejsce zostało wybrane na odbywanie Rady Duszpasterskiej (cyklicznego spotkania, w którym uczestniczyli przeważnie świeccy z różnych diecezji, w obecności biskupów), dzięki czemu mogłem w niej regularnie uczestniczyć z galerii dla publiczności.

Rada Duszpasterska

Owa „Rada Duszpasterska” dość szybko stawała się coraz bardziej liberalna: na przykład zdecydowaną większością głosów przegłosowano zniesienie celibatu, co kardynał Alfrink miał zakomunikować papieżowi w Rzymie. Następnie nuncjusz papieski opuścił salę. Ale było o wiele więcej rzeczy, które nie każdy mógł od razu rozpoznać jako „katolickie”. W parafiach ogłoszono zniesienie spowiedzi. Wystarczające było nabożeństwo pokutne, z rozgrzeszeniem lub bez; spowiedź nie była już wymagana. Wewnątrz Kościoła narastał konflikt. Podczas Rady Duszpasterskiej nad niższym seminarium krążył mały samolot z transparentem: „Jedność z Rzymem”.


Nieobecny

Wśród tego wszystkiego Bóg był tym wielkim nieobecnym. Pytanie: „Panie, co chcesz, abym czynił?” nie zostało usłyszane. Działania te dotyczyły przede wszystkim kwestii sekularyzacji i konsekwencji rozwoju społeczeństwa (większy dobrobyt, lepiej wykształceni katolicy, rewolucja seksualna, niechęć do nadmiernego wpływu biskupów itd., itd.). Bardzo trudno było odkryć w nich jakąkolwiek religijną inspirację, ducha modlitwy, czci dla Boga i Słowa Bożego.

Jest to również ważne pytanie dla nas, żyjących obecnie: co jest tutaj czynnikiem prowadzącym? Czy są to rzeczy zewnętrzne, dostosowanie się do tego świata, czy też wyrasta to z modlitwy oraz pragnienia naśladowania Jezusa i szukania woli Bożej? Czy prowadzącym jest Duch Boży czy duch tego świata?

Upadek

W międzyczasie kościoły pustoszały. Frekwencja w nich gwałtownie spadała; wielu księży odchodziło, a nowych powołań było niewiele lub wcale. Seminaria zostały zamknięte; ten, kto chciał, mógł studiować teologię w jednym z większych miast, lecz w rzeczywistości nie było żadnej lub była bardzo ograniczona otwartość na zostanie księdzem. W większości diecezji przez dziesięć lat w ogóle lub prawie nie było święceń.

Polaryzacja

Wszystko to spowodowało polaryzację, podziały między katolikami, którzy chcieli mocno trzymać się wiary katolickiej i lojalności wobec papieża, a innymi, którzy uważali, że tę wiarę należy zmienić i unowocześnić. Rzym odpowiedział listami wyrażającymi dezaprobatę dla pewnych wydarzeń, ale to niewiele pomogło. Ostatecznie doprowadziło to do nominacji biskupich, które zapoczątkowały nowy kurs, specjalnego synodu dla Holandii, zwołanego przez papieża Jana Pawła II, wyszydzenia papieża podczas jego wizyty w Holandii w 1985 roku oraz protestów przeciwko tej wizycie, która według Ruchu 8 Maja była niezadowalająca ze względu na zbyt wąski udział głosów krytycznych. Charakterystyczne było to, że kierownictwo Ruchu 8 Maja nie chciało uznać Soboru Watykańskiego II za normatywny.

Założenie Rolduc

Utworzenie seminarium duchownego w 1974 roku wywołało wiele zamieszania i krytyki, ale w samym seminarium, do którego wówczas uczęszczałem, nie zauważałem za bardzo tego zjawiska. Nacisk kładziono tam raczej na poszukiwanie woli Bożej, wspomagane metodą ignacjańską, której kierujący nim jezuici nauczyli nas, seminarzystów. Atmosfera była pozytywna. Później programy kształcenia kapłanów uruchomiono także w innych miejscach.

Osoby starsze

Pewne przejawy tego tła można nadal dostrzec w naszych kościołach. Młodzi ludzie uznali za ważne, żeby dowiedzieć się więcej na ten temat, także po to, aby lepiej zrozumieć osoby starsze, które dorastały w tamtych czasach.

Czego pragniesz w zamian?

Zamieszczone wyżej krótkie podsumowanie oczywiście nie oddaje wszystkich niuansów, jakie można by jeszcze uwzględnić. Jeden z młodych ludzi zapytał później: Powrót jakiej rzeczy z czasów przed tymi zmianami ksiądz biskup najbardziej chciałby zobaczyć? Spontanicznie odpowiedziałem: Pobożność. Duch wiary, którego jako dziecko widziałem w Kościele i w rodzinach. Na szczęście dostrzegam, że duch wiary i czci rozkwita na nowo niemal wszędzie…

Źródło tekstu i zdjęć: https://arsacal.nl/?p=contentitem&id=4105


Komentarze