Chodzące szkielety i biskup ukarany śmiercią przez Boga

Chciałam chwilowo Państwu oszczędzić prezentowania kolejnych niderlandzkich świętych, o których zapewne nikt nigdy w Polsce nie słyszał, ale dziś natknęłam się na takie dwie historie, że moja dusza historyka po prostu nie może się im oprzeć. Z postaciami dzisiejszych patronów, biskupami Maastrichtu Monulfem i Gondulfem, wiąże się kilka oryginalnych punktów, które chciałabym krótko skomentować. Informacje o nich podaję za stroną heiligen.net, opracowaną przez holenderskiego hagiografa śp. Driesa van den Akkera SJ.

Święci biskupi Monulf i Gondulf, witraż z bazyliki
Wniebowzięcia NMP w Maastricht (1952).
Fot. Wikimedia Commons/Otter
Po pierwsze, Monulf i Gondulf byli według tradycji dwunastym i trzynastym biskupem Maastrichtu. A zmarli w latach 578 i prawdopodobnie 586. Warto się nad tym zatrzymać. W tym czasie nie śniło się nie tylko o Polsce, ale nawet o żadnej słowiańskiej organizacji plemiennej w centralnej Europie, bo nasi przodkowie dopiero tu nadciągali jako koczownicy z azjatyckich stepów. Tymczasem w Maastrichcie był już dwunasty i trzynasty biskup. A to dlatego, iż biskupstwo w Tongeren, przeniesione później do Maastrichtu, zostało założone zaledwie kilka dekad po kończącym prześladowania chrześcijaństwa w imperium rzymskim Edykcie Konstantyna, wydanym w roku 313.

Po drugie, mimo prawie półtora tysiąca lat, jakie oddziela nas od tych dwóch świętych, i zupełnej fragmentaryczności źródeł, możemy stwierdzić, że Monulf na pewno istniał. Proszę mi wierzyć, że dla tej epoki nie jest to wcale częste. Ojciec van den Akker pisze: „W archiwum departamentalnym francuskiego miasta Chartres zachowała się notatka z drugiej połowy VII wieku, która brzmi: «Hyc sunt pignora de coberturio domno monulfo trejectinse episcopo» (= «Są to relikwie szat lorda Monulfa, biskupa Maastricht»). Same relikwie zaginęły na przestrzeni wieków. To, jak trafiły do ​​Chartres, pozostaje niejasne. Potwierdzają one jednak, że biskup Monulf rzeczywiście istniał i nie jest wytworem wyobraźni autora legendy. Ponadto jego imię wymienia również galijski historyk i biskup św. Grzegorz z Tours († 594; święto 17 listopada). W swojej broszurze «O chwale wyznawców» opowiada: […] Po pewnym czasie Monulf został biskupem Maastricht. Zbudował duży kościół ku czci Serwacego i wzbogacił go bogatymi dekoracjami”.

Po trzecie, jak twierdzi ojciec van den Akker, dzięki Monulfowi diecezja maastrichtska została właścicielką hrabstwa Dinant w Belgii. Monulf był bowiem jedynym spadkobiercą swego ojca, który był hrabią Dinant, i po jego śmierci odziedziczył hrabstwo. I tak przeszło ono w ręce Kościoła.

Po czwarte, legenda o Gondulfie, następcy Monulfa (pomijam tu spekulacje pewnych historyków na temat rzekomego utożsamienia go z innym biskupem o imieniu Bettulf, żyjącym trzydzieści lat później, bo daty się nie zgadzają) zawiera bardzo oryginalny wątek, idący „w poprzek” średniowiecznej hagiografii. Otóż postanowił on odbudować leżące w ruinie miasto biskupie Tongeren i po krótkim czasie niespodziewanie zmarł, w czym niektórzy dopatrywali się kary Bożej: „Widok ruin niegdyś potężnych budowli głęboko go poruszył. Postanowił przywrócić miastu dawną świetność, a następnie powrócić tam jako biskup. Bóg jednak dał mu do zrozumienia, że ​​postępując w ten sposób, postąpi wbrew swoim zamiarom. Najwyraźniej uczynił to w tak groźny sposób, że Gondulf dosłownie zmarł ze strachu zaledwie trzy miesiące później”.

Inny pobożny autor miał jeszcze więcej fantazji. Znowu cytuję ojca van den Akkera: „Podczas wizyty w zrujnowanym mieście Tongeren Gondulf został oprowadzony po mieście przez człowieka, którego dziadek był świadkiem jego zniszczenia i znał je z czasów świetności. Pokazał biskupowi pałac cesarza Oktawiana, któremu miasto zawdzięczało honorowy tytuł «Tongeren Octaviana». Następnie zatrzymali się przy ruinach pałacu biskupiego Maternusa i jego następców, który wydawał się najmniej zniszczony w porównaniu z innymi budowlami. Na koniec pokazano mu również ruiny dawnego kościoła Matki Boskiej; w środku wciąż znajdowała się nawet figura Maryi. Gondulf był tak pod wrażeniem wszystkiego, co zobaczył, że natychmiast postanowił odbudować miasto, aby móc ponownie ustanowić tam swoją siedzibę biskupią. Ale w tym właśnie momencie szereg przerażających znaków uświadomiło mu, że Bóg wcale tego nie pochwala. Miasto potraktowało wówczas swojego biskupa Serwacego zbyt surowo. Wataha wygłodniałych, wściekłych wilków pojawiła się, rozszarpując robotników, którzy właśnie rozpoczęli prace naprawcze na oczach biskupa. Co więcej, rozpętała się gwałtowna burza, podczas której uderzenie pioruna wywołało gwałtowne pożary. Biskup był tak przytłoczony tym, co zobaczył, że po powrocie do Maastricht wydawał się poważnie chory i osłabiony. Zdał sobie sprawę, że postąpił wbrew woli Bożej i zmarł wkrótce potem, 26 lipca 586 roku”.

To naprawdę oryginalne – biskup ukarany za to, że chciał odbudować stare biskupie miasto, w tym kościół Matki Bożej. Naturalne byłoby, gdyby został ukarany za zaniedbanie odbudowy. Jedyne prawdopodobne wyjaśnienie, jakie przychodzi mi do głowy, to że legenda ta zrodziła się w jakichś kręgach wysokiego duchowieństwa diecezjalnego, które chciało dopilnować swojej dominacji w diecezji i nie dopuścić do głosu konkurencji. Stolica diecezji maastrichtskiej wędrowała, przez wiele lat znajdowała się także w Liège, i musiało to rodzić walkę o wpływy między duchownymi (np. kanonikami) z byłych i aktualnych stolic.

Po piąte, przyjrzyjmy się fragmentowi legendy poświęconej Monulfowi i Gondulfowi, którą cytuje ojciec van den Akker. Przyznaję, ten wątek już nie jest zbytnio oryginalny, wręcz można go uznać za topos literacki, ale jest tak smakowity, że chcę się nim z Państwem podzielić: „Około roku 800 Karol Wielki ufundował kościół katedralny w Akwizgranie. Był z tego tak dumny, że chciał, aby na inauguracji nowego kościoła było 365 biskupów, po jednym na każdy dzień w roku. Kiedy jednak już wszyscy byli na miejscu, okazało się, że brakuje mu dwóch. Wszyscy obecni byli bardzo zawstydzeni. To był znak dla Monulfa i jego następcy Gondulfa, aby wstali z grobów i udali się na ceremonię święceń kapłańskich. Legenda ta została uwieczniona na płaskorzeźbie znajdującej się na Klappergasse w Akwizgranie w pobliżu katedry. Przedstawia dwa idące szkielety w tabardach, z laskami i mitrami. Mówi się, że ulica zawdzięcza swoją nazwę dźwiękowi wydawanemu przez oba szkielety w pośpiechu”.

Nie będę już Państwa nudzić (niepewnymi) szczegółami ich życiorysów, o Monulfie jest zresztą zupełnie przyzwoite hasło w polskiej Wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awi%C4%99ty_Monulfus

Urocze są te opowieści z przełomu I i II tysiąclecia o dawnych (już wówczas) świętych, ale niezależnie od nich warto pamiętać, że ci dwaj święci ludzie, patroni dzisiejszego dnia, byli świątobliwymi biskupami troszczącymi się o wiernych i o kościoły (których zwłaszcza Monulf wybudował wiele) i oni także wstawiają się w niebie za nami.

Warto dodać, że świętych biskupów liczących prawie 1700 lat w dziejach diecezji maastrichtskiej było tylu, że oprócz świąt indywidualnych mają swoje zbiorcze święto w dniu 15 maja.

Oprócz tego 16 lipca Kościół wspomina też Marię Magdalenę (Julię) Postel, XIX-wieczną założycielkę zgromadzenia Ubogich Córek Miłosierdzia, która sama działała we Francji, ale jej siostry rozwinęły szeroką działalność w Holandii i są z nią bardzo kojarzone. Ale o tym kiedyś w przyszłości.

Źródła: heiligen.net

Komentarze