Święty Grzegorz z Utrechtu, człowiek do każdego zadania

Początkowo miałam pisać tekst wczoraj. Miał być poświęcony świętemu Bartłomiejowi z Tienen, patronowi dnia wczorajszego (24 sierpnia), który według niektórych przekazów był ojcem świątobliwej Beatrycze z Nazaretu (piszę o niej w tekście „Z Nazaretu do grona wielkich pisarek-mistyczek Europy”). Wymyśliłam nawet „klikbajtowy” tytuł: „Zapomniany święty i klasztor, którego już nie ma”. Miałam jednak tak dużo pracy, że kiedy wieczorem chciałam zabrać się do pisania, okazało się, że nie mam już na to siły (niestety dzieje się tak często, za co przepraszam Czytelników). Bartłomiej musi więc teraz przynajmniej rok poczekać. Tytuł zapisany, nie zmarnuje się.

Na szczęście okazało się, że dzisiaj też mamy niderlandzkiego świętego, i to nawet dosyć znanego, Grzegorza z Utrechtu. Wspominałam o nim na blogu „Adoptuj kościół w Holandii” kilkakrotnie, ale nie poświęciłam mu jeszcze oddzielnego tekstu.

Relikwiarz św. Grzegorza z Utrechtu przechowywany w kościele
w Susteren. Fot. Ellehard/Wikimedia Commons
Druga połowa pierwszego tysiąclecia to niesamowite czasy. W tych stuleciach, po upadku wysokiej cywilizacji starożytnego Rzymu – pod koniec swego istnienia już w znacznej mierze schrystianizowanego – zachodnia Europa powoli chrystianizowała się na nowo i mozolnie odbudowywała cywilizację. Co jednak ciekawe, podczas gdy całe społeczeństwa spoganiały, wiarę podtrzymywały pojedyncze święte rodziny, które świeciły w tym w morzu pogaństwa jak latarnie morskie. Gdy szukam materiałów o świętych tej epoki, często okazuje się, że święta była też babka lub matka, siostra, szwagier czy bratanek. I każdy ma swoje wspomnienie w kalendarzu liturgicznym Kościoła.

Dzisiejszy patron, święty Grzegorz z Utrechtu, jest tego dobrym przykładem. Jego babką była święta Adela, założycielka klasztoru Pfalzel koło Trewiru, będąca córką kolejnej świętej, Irminy z Oeren. Obie panie (wspomnienie 24 grudnia) były blisko spowinowacone z Pepinem z Heristalu, przodkiem cesarza Karola Wielkiego. Matką Grzegorza była święta Wastrada (wspomnienie 21 lipca). Kanonizowany został też bratanek Grzegorza, Alberyk z Utrechtu (wspomnienie 14 listopada). Uczniem Grzegorza i Alberyka był zaś święty Ludger (już nie spokrewniony, wspomnienie 26 marca), autor żywota Grzegorza pt. Vita S. Gregorii abbatis Traiectensis. To dzięki niemu wiemy o dzisiejszym świętym całkiem dużo. O Ludgerze jest na blogu oddzielny tekst („Nietypowy misjonarz, który odniósł sukces”) i zachęcam, żeby także do niego zajrzeć, bo święty ten położył wielkie zasługi dla chrystianizacji i kultury ziem niderlandzkich.

Święty Grzegorz urodził się w 707 lub 708 roku we Frankonii. Został oddany na wychowanie do swojej babki, świętej Adeli, ksieni klasztoru Pfalzel. Tam spotkał świętego Bonifacego, słynnego apostoła ziem germańskich („Święty Bonifacy, wielki misjonarz i męczennik”). Stało się to w roku 722. Wielki święty, będąc w podróży z Fryzji do Hesji i Turyngii, zatrzymał się w klasztorze Adeli na nocleg. Młody Grzegorz był pod tak wielkim wrażeniem rozmowy z Bonifacym, że uparł się dołączyć do jego ekipy misyjnej. Adela się początkowo sprzeciwiła; misjonarz nie był jej wtedy znany, a poza tym nie wypadało, żeby chłopak tak wysokiego pochodzenia pałętał się po drogach w grupie ubogich piechurów, jakimi byli misjonarze. W końcu jednak uległa i powierzyła wnuka Bonifacemu.

Po odbyciu nauki w klasztorze w Ohrdruf Grzegorz przez wiele lat towarzyszył świętemu Bonifacemu w jego pracy misyjnej. Podróżował z nim na obszarze dzisiejszych Niemiec i Holandii, a w 738 roku udał się wraz z Apostołem Niemiec do Rzymu. Ze stolicy chrześcijaństwa przywiózł cenne księgi.

Niedługo później, w 739 roku, zmarł św. Willibrord, apostoł Holandii. Opróżniła się więc stolica biskupia w Utrechcie, holenderskim Gnieźnie. Przez kilka lat władzę biskupią sprawował sam Bonifacy, reprezentowany na miejscu przez administratora, świętego Eobana, członka jego ekipy misyjnej (wspomnienie 5 czerwca). Około 750 toku święty Grzegorz został przełożonym klasztoru przy kościele św. Marcina w Utrechcie (chodzi o tamtejszą katedrę, zwaną dzisiaj Domkerk). W 754 roku Bonifacy wraz z Eobanem zostali zamordowani nieopodal Dokkum przez pogańskich Fryzów, których usiłowali ewangelizować. Utrecht stracił za jednym zamachem i biskupa, i administratora. Wówczas papież Stefan II i miejscowy władca, Pepin Młodszy, polecili Grzegorzowi (jak pamiętamy, był on spokrewniony z Pepinem), by zaopiekował się diecezją. Zadanie to pełnił do śmierci, mimo iż nigdy nie został oficjalnie wyświęcony na biskupa.

Grzegorz zmarł w Maastrichcie 25 sierpnia 776 roku. Wcześniej przez trzy lata był sparaliżowany (i dlatego jest patronem osób cierpiących na paraliż). Gdy czuł, że zbliża się śmierć, kazał się wnieść do kościoła, by tam umrzeć. Jego następcą został, jak pisałam wyżej, bratanek Alberyk, który wcześniej przejął po nim funkcję przełożonego klasztoru św. Marcina w Utrechcie. Relikwie świętego Grzegorza przechowywane są m.in. w kościele św. Amalbergi z Susteren („Barwna pielgrzymka do opatki z czasów króla Popiela”).

O Grzegorzu mówi się, że był przełożonym szkoły klasztornej w Utrechcie, ale w rzeczywistości było to wyspecjalizowane seminarium misyjne, którego uczniowie rozeszli się na całą północno-zachodnią Europę, aby ją ewangelizować. Oprócz wspomnianego Alberyka i Ludgera był wśród nich święty Markhelm, który ewangelizował w okolicach Deventer i Zwolle (wspomnienie 14 lipca, piszę o nim w tekście „Cała czereda świętych”), święty Lebuin, patron słynnego kościoła w Deventer (wspomnienie 12 listopada) i wielu innych.

Z opowieści o świętym Grzegorzu, zanotowanych przez świętego Ludgera w jego żywocie, chcę tu przytoczyć jedną, bardzo znamienną:

„Kiedy dwóch jego najbliższych krewnych wpadło w zasadzkę i zostało zabitych przez rozbójników, rodzina dołożyła wszelkich starań, aby schwytać sprawców. Udało im się. W tamtych czasach kary za takie przestępstwa były surowe i okrutne. Zwłaszcza gdy dotyczyły osób niskiego szczebla, które napadały na szlachtę. Dwóch więźniów zostało wysłanych do Grzegorza, aby mógł on wybrać dla nich odpowiednią karę. Przyjął ich z radością – pisze Ludger – jak przystało na dobrego chrześcijanina. Kazał uwolnić ich z łańcuchów, przygotować im kąpiel, ubrać w czyste ubrania i podać obfity posiłek. Pozwolił im odejść bez szwanku i nakazał: Idźcie w pokoju, ale pamiętajcie, aby nigdy więcej nie popełniać takich ohydnych czynów. W przeciwnym razie może wam się przytrafić coś o wiele gorszego. Na pożegnanie ostrzegł ich, aby uważali na jego krewnych, którzy prawdopodobnie pałają żądzą krwawej zemsty” (cytuję za portalem hagiograficznym heiligen.net śp. ojca Driesa van den Akkera SJ).

Święty Grzegorz z Utrechtu nie jest tak znany i czczony jak pierwsze pokolenie wielkich misjonarzy pogańskiej Europy: Willibrord czy Bonifacy. Ale to dzięki niemu, i ludziom takim jak on – drugiemu pokoleniu ewangelizatorów – owoce pracy i imiona tych pierwszych przetrwały do dziś. O ile Willibrord czy Bonifacy przypominają świętego Pawła, o tyle Grzegorza z Utrechtu można przyrównać do Tymoteusza, Tytusa, Sylasa, Epafrasta i tylu innych współpracowników, bez których Apostoł Narodów nie zdołałby rozwinąć tak szerokiej działalności misyjnej.

Źródła: heiligen.net, Wikipedia

Komentarze